
Dziecko a związek
Czy dziecko może uratować związek ?
Dobry związek to obustronna miłość, szczera i bezwarunkowa. Każda z nas marzy o takim scenariuszu uczuć. Ale w związku najpiękniej jest na początku: z upływem lat okazuje się, czy miłość przetrwa próbę czasu, pokona różnice charakteru, czy pokusy. Jednym słowem: czas pokazuje, czy jest to ta jedna, jedyna osoba. Gotowość do wspólnego życia nie zawsze wypływa z obu stron. Trudno się z tym pogodzić osobie bardziej zaangażowanej. Kiedy kochamy, nie potrafimy tak po prostu odejść. Walczymy o uratowanie związku na wiele sposobów wierząc, że ukochany w końcu odwzajemni uczucia z taką samą siłą. Nie ma nic złego w walce o ratowanie związku, pod warunkiem, że posługujemy się metodami „fair play”, tzn. uczymy się rozmawiać, wybaczać, iść na kompromis, czy spełniać potrzeby partnera dotąd niespełnione. Ale gdy te metody zawodzą, w akcie desperacji sięgamy po bardziej ryzykowne i niezbyt „humanitarne”. Ich podstawą jest manipulacja uczuciami: stawianie partnera przed faktem, w którego planowaniu sam nie wziął udziału. O czym mowa? O dziecku. Choć mamy dobre intencje wierząc, że ciąża uratuje szwankujące relacje, to skutki w przytłaczającej większości są odwrotne. Taka decyzja może nieodwracalnie zmienić życie na gorsze: zarówno Twoje, partnera, jak i dziecka, które już na zawsze jest zmuszone ponosić konsekwencje tej decyzji.
Kiedy Małgosia wychodziła za Marka, życie wydawało się bajką. On, dobrze zapowiadający się menedżer, miał jej zapewnić dostatnie i wygodne życie. Ona pracowała na pół etatu jako księgowa w małej firmie. Mieszkali w niewielkiej miejscowości, planowali dzieci. Kiedy dostał awans w dużym mieście, ich życie nagle się zmieniło. Przeprowadzili się do domu z ogrodem, a Małgosia zamieniła się w kurę domową. Gotowała, sprzątała i wciąż czekała na męża. Wracał coraz później. Na początku się tłumaczył: a to narada, a to ważny klient. Potem przestał wyjaśniać. Wkrótce okazało się, że „ważny klient” to atrakcyjna brunetka pracująca razem z nim. Małgosia nie miała konkretnych dowodów zdrady, ale czuła to. Coraz bardziej oddalali się od siebie. Już nie mówił do niej pieszczotliwie, nie zwierzał się. Za to często krytykował, a nawet poniżał. Nie miała własnego życia, żadnego hobby, nic, czym mogłaby mu zaimponować. Nie chciała też wracać do swojego miasteczka. Co by na to powiedzieli ludzie, że mąż jej nie chciał? Taki wstyd…Wprawdzie od dawna Marek nie wspominał o planowanym dziecku, ale ona uznała, że właśnie teraz nadszedł właściwy moment. „On nie musi o tym wiedzieć”- pomyślała. Dziecko miało wszystko naprawić. „Marek powinien wydorośleć, przestać myśleć o pracy i karierze. Kiedy urodzę mu dziecko, rodzina stanie się dla niego najważniejsza”- marzyła. Ale tak się nie stało. Marek nie był zachwycony radosną nowiną. Nie zaprzestał pracy po godzinach, ani spotkań z „klientami”, nawet nie specjalnie poświęcał jej więcej czasu. Po porodzie wszystkie obowiązki rodzicielskie spadły na nią. Znalazła się całkiem sama w swoim luksusowym świecie, samotna w małżeństwie. Dziecko zamiast zbliżyć- jeszcze bardziej powiększyło przepaść między nią a Markiem. Stała się całkowicie od niego uzależniona – uczuciowo i finansowo. Jej małżeństwo wymknęło się spod kontroli. Teraz on dyktował warunki. A z dzieckiem odejść jeszcze trudniej.
Małgosia często płacze. Martwi się o synka. Coraz częściej zastanawia się, czy to w porządku, że będzie się wychowywał w domu bez miłości, może bez ojca? Bo jeśli tak dalej będzie, ktoś z nich w końcu nie wytrzyma…Ale odwrotu nie ma. Za to coraz więcej wyrzutów sumienia, poświęceń i żalu.
Utrata poczucia kontroli w związku i zagrożenie pozycji żony zmusiło Małgosię do podjęcia decyzji o dziecku w tajemnicy przed mężem. Wiedziała, że ma konkurentkę, ale sama nie czuła się na tyle mocna (atrakcyjna, inteligentna, interesująca), by z powrotem odzyskać swoje miejsce w sercu męża. Nie potrafiła zaakceptować porażki swojego związku i odejść, bo obawiała się krytyki mieszkańców małego miasteczka, z którego pochodziła. Kompleksy i chęć odzyskania poczucia bezpieczeństwa podpowiedziały jej „najlepsze” rozwiązanie: dziecko. Małgosia znalazła sama przed sobą usprawiedliwienie tej decyzji: „przecież i tak je planowaliśmy”. Nie wzięła jednak pod uwagę, że od tamtego czasu sytuacja uległa zmianie. Nie chciała przyjąć jej do wiadomości, bo to by było zbyt bolesne. Przecząc sama sobie, padła ofiarą pobożnego życzenia. Dziecko tylko pogorszyło i tak już kiepską pozycję w małżeństwie. Zamiast podbudować jej wiarę w siebie, dodatkowo ją podkopało. Dlaczego tak się stało?
Kiedy rodzisz dziecko mężczyźnie tylko po to, by go przy sobie zatrzymać, twoje życie emocjonalne staje się bezustanną huśtawką. Fundujesz sobie ciągłą niepewność. Codziennie zadajesz sobie pytania: „Jak długo zatrzyma go przy mnie miłość do dziecka? Co się z nami stanie, gdy ono dorośnie”, „czy przez to, że jestem matką jego dziecka, będzie mnie kochał i pożądał?”, „na ile dziecko jest gwarancją jego wierności?”. Będziesz wciąż porównywała swoją atrakcyjność do innych kobiet i obserwowała jego reakcje, może nawet zaczniesz odczuwać bezustanną zazdrość o niego? Bardzo prawdopodobne, że decyzja o zatrzymaniu go przez dziecko pociągnie za sobą łańcuszek poświęceń: będziesz musiała przymykać oko na jego zdrady, brak szacunku do ciebie, a nawet rozmaite nadużycia (psychiczne i fizyczne). Obawa, że możesz go stracić, będzie się nasilała i podpowiadała coraz mniej racjonalne następstwa- zdecydujesz się na kolejne ciąże, zaczniesz żyć w jego cieniu, zapomnisz o własnych potrzebach. I już zawsze, zawsze będziesz czuć się jak gorsza strona związku.
Iza pojawiła się w życiu Darka jako ta druga. On bardzo cierpiał, kiedy jego wieloletni związek nagle się zakończył. Jego niedoszła żona wyjechała za granicę do pracy. Iza pomyślała, że właśnie nadeszła szansa na znalezienie mężczyzny swojego życia- przy niej Darek zapomni o tamtej. Kochała go tak bardzo, że zrobiłaby dla niego dosłownie wszystko. On po cichu „znosił” jej miłość i poświęcenia. Myślała, że z czasem ból minie, że odwdzięczy się takim samym gorącym uczuciem. Byli ze sobą dwa lata. Potem ONA powróciła. Chciała Darka z powrotem, a on był wniebowzięty. Na nic się zdały perswazje Izy, że była narzeczona się nim bawi, że kiedyś ponownie go porzuci. Że liczy się tylko ich miłość. – Miłość? Nie wiem, czy kiedykolwiek cię kochałem. To za duże słowo. Łączyła nas raczej przyjaźń, przywiązanie. A to za mało, żeby stworzyć trwały związek, rodzinę- powiedział. Rozpacz, myśli samobójcze, i…plan awaryjny. Dobrze sobie obliczyła dni płodne, a potem- ubłagała go o „ostatnie spotkanie”. Były łzy, alkohol, w końcu wylądowali w łóżku. On bardzo tego żałował. O skutkach „zapomnienia” miał się przekonać już miesiąc później. – To ze mną masz dziecko, nie z nią. Pomyśl, czy chciałbyś, by twój syn wychowywał się bez ojca…- błagała. Oprócz wywołania w nim ogromnych wyrzutów sumienia, nie doczekała się deklaracji małżeństwa, a jedynie… alimentów. Dziś samotnie wychowuje syna. Z Darkiem widuje się sporadycznie i jedynie w sprawach związanych z dzieckiem.
Kobiety, które zachodzą w ciążę, by ratować związek, zwykle nie biorą pod uwagę najważniejszej kwestii: odpowiedzialności za dziecko. Nie myślą o tym, co się stanie, gdy plan nie wypali. Nie zadają sobie podstawowych pytań: „Jak będzie wyglądać jego życie w takim związku?”, „Czy będzie otoczone wystarczającym ciepłem rodzinnym”? Znam wiele rodzin zawiązanych „z konieczności”, w których małżonkowie ciągle się kłócą i cierpią na tym dzieci. Kiedy rodzice się nie szanują, dziecko przeżywa osobisty dramat. W przyszłości samo ma ogromne kłopoty w nawiązaniu i utrzymaniu partnerskich związków. W końcu większość „desperatek” nie jest przygotowana na konieczność samotnego wychowywania dziecka, kiedy partner nie zgodzi się zająć formalnego miejsca o ich boku. Wyobraźnię i odpowiedzialność mogą pobudzić próby odpowiedzi na pytania: „Czy to jest fair narażać dziecko na wychowywanie w niepełnej rodzinie?”, „Czy w przyszłości nie będę obwiniać dziecka za to, że partner mimo wszystko odszedł?”
Komentarz psychologa
– Czy dziecko może uratować związek?
To zależy, co rozumiemy pod nazwą „uratować”. Jeśli to, że małżeństwo będzie trwać na papierze, a mężczyzna będzie chciał w nim pozostać raczej z poczucia obowiązku, czy winy- to być może zatrzymamy go na jakiś czas. Ale pociecha z tego żadna, bo zazwyczaj dziecko jest motywacją do lojalności w związku tylko przez krótki okres. Poczucie obowiązku, czy winy, albo co gorsza, litość, to kiepscy doradcy miłości. Nawet, kiedy mężczyzna ma zasady i decyduje się pozostać ze względu na dziecko, po jakimś czasie dochodzi do niego, że nie jest z Tobą z własnej i nieprzymuszonej woli, że jego życie nie jest pełnią szczęścia, ze to Ty wybrałaś za niego. Często odchodzi, kiedy dziecko jest trochę starsze, lub gdy poznaje inną kobietę.
– „Łapanie mężczyzny na dziecko” to jeden z najbardziej nietrafionych pomysłów na trwały związek. Jego podstawą jest psychologiczny szantaż, wymuszenie wzajemności uczuć. Dziecko staje się narzędziem, zewnętrznym argumentem, kiedy wszystko to, co miałaś mu do zaoferowania od siebie – zawiodło. Najczęściej na taki pomysł wpadają kobiety, które kochają obsesyjnie, nie potrafią pogodzić się z porażką, czują się zakompleksione albo dotkliwie samotne i wolą być z kimś „byle jak” niż być same. Choć zazwyczaj nie zdają sobie z tego sprawy, dziecko staje się instrumentem realizacji ich planu. Szantaż psychologiczny w postaci dziecka, to klucz do nieszczęśliwego, toksycznego związku. Nawet jeśli tego bardzo chcesz, żadna siła, nawet dziecko, nie jest w stanie zmusić do prawdziwej miłości kogoś, kto nie kocha, albo kocha „byle jak”.
* Czy tak „uratowany” związek może być trwały?
Wszystko zależy od osobowości mężczyzny. Może przez lata okłamywać sam siebie, a także ciebie, że dokonał właściwego wyboru, ale czy miłość „z rozsądku” jest tym o czym marzysz? Zamiast prawdziwej miłości otrzymujesz jej namiastkę, opartą na poczuciu obowiązku, lub winy; raczej szacunek, niż namiętność. To jest jeszcze optymistyczny scenariusz. Gorszy to taki, że „wmanewrowany” w związek mężczyzna, z czasem zacznie odczuwać złość, rozczarowanie, niechęć do ciebie. Stanie się arogancki, złośliwy lub bierny, zacznie cię obwiniać za utracone szanse. Niestety, nie wiesz, jaki scenariusz jest Ci pisany i jak zachowa się Twój mężczyzna, kiedy odczuje ciężar niespełnienia w związku.
Trackback from your site.


