Konflikt przez bliskich

Written by Violetta Nowacka. Posted in Sztuka życia

Jak najbliżsi mogą szkodzić związkowi. Jak się przed tym bronić?

Bliscy są dla nas wsparciem; bez nich trudno wyobrazić sobie życie. Ale w pewnych momentach ich ingerencja, nawet podyktowana dobrymi chęciami, może poważnie osłabić siłę waszego związku. Oto kilka sposobów na uporanie się z problemem.

Najlepsza przyjaciółka lub matka wytyka mi wady partnera

Z różnych powodów twój maż nie zyskuje sympatii twojej najlepszej przyjaciółki lub mamy. Słyszysz wciąż, jaki to on jest- bałaganiarz, kobieciarz, mruk, źle wychowuje dzieci itd. i po jakimś czasie zaczynasz patrzeć na męża jej oczami. Tak często słyszysz o nim złe rzeczy, że zaczynasz je w nim widzieć. Czasami takie wskazówki pomagają otworzyć oczy i zastanowić się, czy związek uważasz za udany. Czasem jednak są to zwykłe insynuacje, spowodowane zazdrością lub nadmierną potrzebą krytykowania wszystkich. Pamiętaj, że każdy człowiek ma prawo do własnych potrzeb: to, co jest dobre i potrzebne dla krytykującego, dla ciebie wcale nie musi takie być. Spróbuj się zdystansować do ocen. Czy rzeczywiście ty też tak myślisz o swoim mężu i czy ci to przeszkadza?

Rada: Powiedz jej, że nie chcesz już dłużej słuchać uwag na temat męża. W skrajnych sytuacjach warto postawić ultimatum: jesteśmy w kontakcie i przyjaźnimy się pod warunkiem, że nie usłyszysz już żadnych uwag krytycznych.

Rodzice lub teściowie proponują mieszkanie u siebie.

Choć przyjęcie takiej propozycji wiąże się dla wielu młodych małżeństw z pomysłem na oszczędzanie, warto wiedzieć, że życie z teściami lub rodzicami przybliża wizję rozwodu aż o 40 %. Na początku intencje są dobre: oni chcą pomagać. Jednak w konsekwencji młodzi czują się wdzięczni i zobowiązani do niesprawiania trudności, co skutkuje tym, że wolą przemilczeć sprawy drażliwe, to co denerwuje, nie pasuje czy boli. Tajone emocje prowadzą do częstszych kłótni, poczucia bezsilności. Gospodarze mogą narzucać gościom własne zwyczaje i oczekują podporządkowania, albo tłamszą nadmierną nadopiekuńczością, co wzbudza złość, lub sprzyja ogólnej niezaradności młodego małżeństwa. Cierpi także ich życie erotyczne, bo swoboda i spontaniczność na wspólnym terytorium jest znacznie ograniczona.

Rada: nie decydujcie się na wspólne mieszkanie dlatego, że będzie taniej, czy weselej. Jeśli macie stała pracę i zdolności kredytowe, własne cztery kąty będą dla was najlepszą inwestycją w małżeństwo. Mieszkanie u rodziców potraktujcie jako absolutną ostateczność.

Krewni lub znajomi wpadają bez uprzedzenia

Rodzina korzysta z waszej gościnności na tyle często, że nie czujecie się swobodnie we własnym domu, dostosowujecie do ich wizyt życie rodzinne, a nawet rezygnujecie z wcześniej zaplanowanych przyjemności, nie wspominając już o kosztach podejmowania gości? W dodatku twoja gościnność każe ci skakać wokół gości, co jeszcze bardziej cię irytuje. W efekcie jesteś zmuszona ukrywać niechęć, a nawet złość, a po ich wyjeździe odreagowujesz na mężu lub dzieciach, szukasz winnych zaistniałej sytuacji. Życie z nazbyt „rodzinną” rodziną może być koszmarem, jeśli nie nauczycie się stawiać granic i odmawiać w sposób, który minimalizuje ryzyko popsucia stosunków familijnych.

Rada: Poproś, aby goście sami o siebie zadbali, przynajmniej w podstawowych kwestiach. Odmawiaj tak szybko jak tylko anonsują swój przyjazd. Np. słowa „Niestety, zaplanowałam już…”, „Mam ostatnią chwilę, aby zrobić generalne porządki” wcale nie muszą zabrzmieć nietaktownie. Ideałem będzie :„Bardzo was lubimy i szanujemy, ale z powodu waszych częstych wizyt mamy mniej czasu dla siebie. Proponuję, abyśmy spotykali się trochę rzadziej (tu propozycja dopuszczalnej częstotliwości). Jeśli już przyjadą, powiedz:„Proszę swobodnie korzystać z kuchni. Herbata i kawa są tam i tam.” Lub „Przepraszam, ale potrzebuję zająć się swoimi sprawami. Czy moglibyście pobyć trochę sami?”- i wręcz plan miasta. Zaproponuj, aby ktoś z krewnych sam coś ugotował.

Rodzina wtrąca się w wychowywanie dzieci, gospodarowanie finansami, czy narzuca styl życia.

„Dobrymi radami piekło wybrukowano”- mówi stare przysłowie i jest w nim wiele prawdy. Tak to już jest, że pokolenie rodziców czuje się ekspertami i mądrymi doradcami, chce być także doceniane za życiową mądrość, stąd oczekiwanie, że dzieci będą kierowały się ich radami. Warto wiedzieć, że w dorosłym życiu powinniśmy stworzyć własny pogląd na ważne sprawy, sprecyzować ważne dla nas wartości, które mogą być zupełnie różne od wartości rodziców. Jesteśmy odrębnymi ludźmi, mimo, że płynie w nas ta sama krew. Mamy inne upodobania, zdolności, temperament, ograniczenia. Jeśli kierowani poczuciem długu czy wdzięczności nie zdystansujemy się do rodzicielskich oczekiwań i nie wypracujemy własnych wartości w związku, narażamy się na wiele niepotrzebnych frustracji, które tworzą atmosferę napięcia, walki, unikania lub uległości. Skupiacie się na innych, a nie na sobie, co doprowadza do oddalania się od siebie.

Rada: Jeśli zależy wam na dobrych stosunkach z wścibskimi rodzicami, informujcie ich o waszych planach z wyprzedzeniem, w zdecydowany sposób („na wakacje postanowiliśmy jechać do Włoch, a nie nad Bałtyk”, „zdecydowaliśmy się na kupno nowej lodówki itp.”, „ jest dla mnie ważne, żeby mama nie nakładała Jasiowi dwóch sweterków, bo się spoci.”

Kiedy słyszysz „dobre rady”, które są dla ciebie nie do przyjęcia, powiedz; „Rozumiem, że to jest ważne dla ciebie. Ja natomiast tak nie uważam (potrzebuję zupełnie czegoś innego) Wolę sama zdecydować, co wybiorę.”

Kiedy słyszysz otwartą krytykę mów, co czujesz („w pierwszej osobie, np. boli mnie, kiedy tak do mnie mówisz. Jest mi przykro, że tak mnie oceniasz. Ja myślę o sobie zupełnie inaczej”, „wiesz, jak cię lubię, ale wolę sama podejmować decyzje”, „Kiedy będę potrzebowała pomocy, z pewnością zwrócę się do ciebie”.

Nie potrafimy nigdzie się ruszyć bez naszych dzieci.

Okazuje się, że w związkach, w którym jesteście dla siebie wyłącznie „mamą” i „tatą” szybciej dochodzi do wypalenia namiętności, rutyny i znudzenia. Jesteście przemęczeni i przytłoczeni potrzebami dzieci i na pielęgnowanie uczuć nie wystarcza już siły i czasu. Poza tym wyrabiacie w dzieciach życiową niezaradność. Nic się nie stanie, jeśli od czasu do czasu zajmie się nimi ktoś inny. Rada: zafundujcie sobie romantyczny wypad do kina, kawiarni lub spacer przynajmniej raz w miesiącu. Poproście kogoś z rodziny, czy znajomych, aby zajęli się dziećmi. Jeśli macie przyjaciół z pociechami w podobnym wieku, zorganizujcie wzajemną samopomoc: na przemian któreś z rodziców z innych rodzin zabiera wszystkie dzieciaki do kina lub na lody. Korzyść jest obopólna: dzieci cieszą się, że mają wychodne, a wy- po prostu cieszycie się sobą. W niedzielne poranki zażądajcie „chwili czasu dla siebie” i zabrońcie wtedy dzieciom przeszkadzać wam w sypialni. Zamontujcie w niej zamek. Ten mały wydatek rozwiąże stres przed wtargnięciem dziecka. Oduczcie dzieci spania w waszym łóżku. Ten nawyk skutecznie zabija namiętność. Jeśli marudzą lub mają trudności z zasypianiem, lepiej je utulić w ich własnym łóżku.

Trackback from your site.