
Nieodcięta pępowina
Nieodcięta pępowina - kiedy rodzice nie pozwalają dzieciom dorosnąć
Miłość rodzicielska bywa bezgraniczna i pełna poświęceń, ale czasem zatracamy granicę między bezinteresownym kochaniem swoich dzieci, a podporządkowaniem ich sobie i zaborczą miłością. Podświadomie pragniemy, aby dziecko było od nas stale uzależnione i pod pretekstem „jego dobra” przywiązujemy go do siebie tak, że nie ma odwagi samodzielnie stawić czoła życiu, nawet jako dorosły człowiek.
Nieodcięta pępowina
Rodzice nie pozwalają dziecku dorosnąć, ponieważ chcą go już na zawsze mieć wyłącznie dla siebie. Zniechęcają do samodzielnego podejmowania decyzji. Zaczyna się od nadopiekuńczości: wyręczania w podstawowych obowiązkach domowych, potem także szkolnych. Trzymają dziecko „pod kloszem”, aby nie narażać go na ewentualne porażki, izolują od problemów. Zawiążą buty, poukładają zabawki, załatwią konflikty z rówieśnikami. Rozpieszczają, ale pod warunkiem posłuszeństwa. Nagradzają za zachowania typowe dla dzieci- naiwność, ufność i bezradność, a karzą za przejawy indywidualności i samodzielności. W ten sposób dziecko uczy się, że jest kochane tylko wtedy, kiedy jest niezaradne. Dziecko jest przekonane, że wszędzie czyhają zagrożenia i oszustwa i tylko w „objęciach” rodziców znajdzie bezpieczną przyszłość. Odbiera skrzywiony, nierealistyczny obraz świata, w którym da się przeżyć jedynie dzięki obecności i pomocy mamy i taty. Taka manipulacja uczuciami jest w miarę prosta, kiedy dziecko jest małe.
Im starsze, tym trudniej utrzymać go w przekonaniu, że samo nie da sobie w życiu rady. Zaborczy rodzice zaczynają grać z dziećmi w psychologiczne gry. Stosują emocjonalny szantaż: wpędzają w poczucie winy, kiedy pociecha pragnie czegoś, co jest poza zasięgiem kontroli rodzicielskiej. W wieku dojrzewania, kiedy dziecko próbuje posmakować świata, toksyczny rodzic może nawet „popaść” w urojoną chorobę, wymuszając uwagę i opiekę. Czuje się lepiej, gdy dziecko jest w pobliżu, ale dostaje „ataków” choroby, kiedy chce się ono oddalić. Ma do dyspozycji całą gamę chorób psychosomatycznych: migreny, astmy, choroby krążenia. Może sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, że powodem dolegliwości jest potrzeba kontrolowania potomka.
W ten sposób dziecko staje się współodpowiedzialne za stan zdrowia rodzica. Jest uczuciowo „wrobione” w układ zależności. Z czasem przestaje mieć swoje własne potrzeby. Zaczyna żyć po dyktando, żeby nie stracić jego miłości.
Uzależniający rodzic krytykuje przyjaciół, a zwłaszcza sympatie swojego „oczka w głowie”, knuje intrygi, zmierzające do obrzydzenia obiektów zainteresowania. Tym samym dorastające dziecko zniechęca się do zawierania przyjaźni i związków partnerskich, żeby nie sprawić przykrości rodzicom. Dlaczego chcemy, by nasze dzieci pozostały dziećmi?
Najczęściej takie sytuacje zdarzają się kobiet porzuconych przez mężów, zmuszonych samotnie wychowywać dzieci, lub gdy rodzice mają tylko jedynaka. Za taką postawą kryje się brak poczucia własnej wartości. Obawiają się samotności i tego, że nikt nie odwzajemni ich uczuć, więc podświadomie „zmuszają” do tego swoje dzieci. Samotne matki boją się porzucenia po raz kolejny i nie pozwalają, żeby dzieci „wyfrunęły z gniazda”. Często niskiemu mniemaniu o sobie towarzyszy niedojrzałość emocjonalna i nadmierna potrzeba sprawowania kontroli: łatwiej dominować nad wiecznym dzieckiem, niż nad samowystarczalnym dorosłym.
Nadopiekuńczość w takim wydaniu może też być konsekwencją nieudanego dzieciństwa rodziców. Działa mechanizm projekcji: rodzić hamuje dorastanie pociechy, aby zrekompensować swoje marzenia z dzieciństwa, a jednocześnie ofiarować wszystko to, czego sam nie zaznał.
Konsekwencje uzależnienia od rodziców
Dzieci nadmiernie uzależnione od rodziców, w dorosłym życiu są infantylne, mają zaburzenia emocjonalne i seksualne. Kobiety podkreślają swoją bezradność i naiwność, a mężczyźni uciekają przed odpowiedzialnością, preferując przelotne romanse, czy niebezpieczne sporty. Takie „dorosłe dzieci” są naznaczone syndromem „Piotrusia Pana”: stają się podatnymi na zranienie nadwrażliwcami. Są nieodporne na krytykę i mają do wszystkiego „słomiany zapał”. Albo są życiowymi pasożytami, albo dają się wykorzystywać, kiedy już zabraknie rodziców.
Trackback from your site.


