
Pigułka na szczęście
Pigułka na szczęście
Wstałam dziś rano z przeświadczeniem, że kobietami rządzą farmaceuci. Nie w sensie dosłownym, oczywiście. Chodzi o pigułki. Oprócz tych już znanych- na wyzdrowienie i tymczasowy brak dzieci, teraz trzeba łykać pigułki na urodę, dobre samopoczucie, koncentrację i pamięć, na efektywność, na szczupłość, a nawet, ba! na wspaniałe przeżycia erotyczne.
A więc, jak każda nowoczesna kobieta, zaczynam dzień od tabletki zawierającej wspaniały zestaw witamin i minerałów plus kapsułkę z tranem na odporność. Żeby nie zachorować na przykład na popularną dość grypę. Dorzucam jeszcze modny preparat, aby dociągnąć do wieczora tryskając energią mimo przeciwności losu. Mam przecież mnóstwo pracy, a po niej zakupy, oporządzenie czwórki kotów i ewentualnie gotowanie, czy sport. Ludzie na mnie patrzą, więc wolę mieć nieustający uśmiech na ustach. Naprawdę warto się wspomóc, bo przecież idzie przesilenie wiosenne, a poza tym wieczorem każda nowoczesna kobieta powinna mieć jeszcze ochotę na figle z ukochanym. Tak więc mam trzy w jednym. To się musi opłacać! Teraz coś dla urody. W telewizji reklamują świetną tabletkę na świeżą, młodą cerę. Przeciw starzeniu. To jest dopiero gratka: łykasz i czujesz, jak zmarszczki same się prostują. Uff… dobrze mieć tą świadomość, że robię wszystko, aby pomóc urodzie. Skusiłabym się chętnie na kapsułki poprawiające owłosienie na głowie i wzmacniające paznokcie oraz kości, ale po pierwsze, sporo kosztują, po drugie- mam tipsy i burzę włosów (odpukać). Mogłabym się ewentualnie skusić na zakup ze względu na zmniejszone ryzyko osteoporozy w wieku przekwitania, ale to chyba jeszcze dość daleka wizja, więc na razie odpuszczam. Może po czterdziestce… Tę małą, żółciutką na koncentrację i pamięć łykam wyłącznie z konieczności. Przecież intensywnie pracuję głową i nie mogę sobie pozwolić na jakieś luki w pamięci.
Po pracy umawiam się z koleżanką w klubie fitness. I czego dowiaduję się z plakatu już na wstępie? Że ćwiczenia bez przyjęcia pewnej łatwej do przełknięcia formuły, opracowanej przez ekspertów od sportu już kilka lat temu, zwyczajnie nie mają sensu! Gryzą mnie wyrzuty, że zmarnowałam tyle lat ćwicząc tak zwyczajnie, głupio, bez tej inteligentnej pigułki. A może byłabym już teraz co najmniej jak Claudia Schieffer? Kto wie. Przysięgam więc sobie, że będę uważniej śledziła reklamy.
Miło tak zadbać o siebie, zwłaszcza, że idzie wiosna. Klub fitness może nie wystarczyć. Przysiadam z koleżankami w fittnesowej kawiarni na łyk wody i wokół czego krążą nasze pogawędki? No jasne, że wokół topowego babskiego tematu: jak być szczupłą bez katowania się dietami, bez bólu i wyrzeczeń. I proszę bardzo: jak na zawołanie puszczają w TV najnowsze doniesienia z laboratoriów: „wkrótce pojawi się pigułka na szczupłą sylwetkę- na idealną przemianę materii.” Dostaję wypieków: to co innego niż jakieś tam pseudopreparaty, które przez lata wciskano nam jako cudowne środki odchudzające. To będzie dopiero coś! Łykam, a w nocy ten cały złowieszczy tłuszcz wyparowuje niczym kałuża w upalne lato! Już wyobraźnia zaczyna pracować i w myślach zaczynam wędrówkę po ociekających kaloriami restauracjach z fast-foodami i znienawidzonych siłą woli, a przecież jakże ukochanych ciastkarniach. Nie będę sobie odmawiać, skoro wystarczy pigułka…
Jakoś trudno zasnąć po tak ekscytującym dniu. Dzwonię do przyjaciółki. A ona zaczyna łzawym tonem: – Wiesz, od jakiegoś czasu w moim związku się nie układało. Myślałam, że może ze mną coś jest nie tak, że go nie podniecam. Więc zafundowałam sobie kurację pigułkami na potencję dla kobiet. Są w aptece bez recepty. – I co, wstąpił w ciebie demon seksu?- spytałam z entuzjazmem. – Może i wstąpił. Tylko co z tego? On się nie zmienił. Nie zaczął mnie adorować, prawić komplementów, rozmawiać ze mną, być czuły i pomocny. Dalej jest obrzydliwym egoistą, który nawet w seksie nie potrafi dawać, a ja zostałam sama ze swoim podrasowanym libido. Chyba muszę znaleźć sobie kochanka! A propos, mam dla Ciebie radę na bezsenność. Znam takie tabletki, zaraz, zaraz, coś na m. Nieszkodliwe, nie uzależniają, wypróbowałam sama. Ty też spróbuj…
Coś mnie jednak powstrzymuje. A jeśli zasnę kamiennym snem i rano będę musiała zwiększyć dawkę dopalaczy, żeby nie wypaść z gry? Albo, mimo pożerania tony tego świństwa, obudzę się któregoś dnia tak nieszczęśliwa i zawiedziona, że jedynym wyjściem będzie pigułka na depresję? Czy stanę się ofiarą złudzeń, w które sama uwierzyłam? Brrr… Nagle podczas mycia zębów dopada mnie refleksja: my, kobiety, same fundujemy sobie pigułkową paranoję. Skoro każdy nasz układ, każda życiowa funkcja jest uzależniona od tej odrobiny specyfiku, to jak w tej cholernej pogoni za doskonałością można jeszcze odnaleźć swoje prawdziwe ja? Jak uwierzyć, że jesteśmy w stanie radzić sobie z życiem, być piękne i mądre tak po prostu, same z siebie? Zasypiam z silnym postanowieniem wystrychnięcia wszystkich farmaceutów świata na przysłowiowego dudka. Na początek…może zrezygnuję z zakupu tych pigułek na lepszy seks. Wysilę wyobraźnię i uniknę losu mojej przyjaciółki. Na pewno. Siłą woli.
Trackback from your site.


