Syndrom pustego gniazda

Written by Violetta Nowacka. Posted in Rodzice-dzieci

Syndrom pustego gniazda – jak ułożyć życie, kiedy dzieci odchodzą z domu



W życiu wciąż pokonujemy problemy, mając nadzieję, że kiedy zbliżymy się do jesieni życia, zasłużymy na oczekiwany spokój i odpoczynek. Czas, kiedy dzieci odchodzą z domu i zakładają własne rodziny zbiega się zazwyczaj z zakończeniem kariery zawodowej. Niektórzy z utęsknieniem czekają, aż spadnie z nich ciężar odpowiedzialności i z radością wcielą się w rolę rodziców- seniorów, do których wpada się od czasu do czasu po wsparcie i radę. Planują, rozmaite zajęcia, na które nie było czasu, kiedy zajęci byli pracą i dziećmi.

Okazuje się jednak, że dla większości z nas ten moment nie jest wcale radosny. Kiedy w końcu mamy czas wyłącznie dla siebie, dopada nas kryzys, bo oprócz tego, że nie potrafimy uporać się z uczuciem straty, nie wiemy ponadto, co zrobić z nadmiarem wolnego czasu. Tak dawno nie myśleliśmy o własnych potrzebach i celach, że zapomnieliśmy, jak żyć bez dotychczasowego scenariusza. Do tego przełomowego wydarzenia można i trzeba się przygotować, jeśli chcemy cieszyć się życiem do późnej starości i uniknąć przykrych zawirowań rodzinnych i emocjonalnych.

Maria, 56 lat.

Trzy lata temu mój drugi syn ożenił się i wyprowadził na drugi koniec Polski. Ciężko to przeżyłam, ale w końcu jakoś przywykłam. Miałam jeszcze drugiego syna i jego rodzinę, byliśmy ze sobą w bardzo dobrych stosunkach. Ale moje życie zmieniło się na gorsze, kiedy mąż zmarł nagle na zawał. Zostałam sama. Na domiar złego rok później przeszłam na emeryturę. Ogarnęła mnie taka apatia, że nie miałam siły podołać najprostszym domowym czynnościom. Nic mnie nie cieszyło. Nie miałam pojęcia, co zrobić z wolnym czasem. Syn zapisał mnie do lekarza i okazało się, że to depresja. Przez rok brałam leki i czarne myśli po jakimś czasie ustąpiły. Wciąż jednak nie miałam przepisu na własne życie. Żadnego hobby, ani przyjaciół. Chciałam być komuś potrzebna. Właśnie wtedy synowi urodziło się pierwsze dziecko. Nigdy nie byłam matką zbyt opiekuńczą i nagle poczułam, że muszę teraz to wszystko nadrobić. Bezustannie odwiedzałam rodzinę syna, proponowałam pomoc. „W końcu młodej matce przyda się pomoc doświadczonej kobiety”. Myślałam, że oni tego właśnie ode mnie oczekują. Wkrótce zaczęłam zauważać, że synowa okazuje mi zniecierpliwienie. Syn także zwracał się do mnie w szorstki sposób. Ale wciąż narzucałam im się ze swoją obecnością i pomocą. Po jakimś czasie poczułam się w ich domu na tyle swobodnie, że zaczęłam ingerować w ich prywatne życie. Krytykowałam sposób, w jaki synowa wychowuje dziecko, a nawet- jak gotuje i prowadzi dom. Czułam się niezastąpiona i nieomylna. „Nie musi mama tak się męczyć i poświęcać dla nas. Sama potrafię o wszystko się zatroszczyć. Należy się mamie więcej odpoczynku”- stwierdziła w końcu synowa. Syn od dłuższego czasu unikał rozmów ze mną. Stało się jasne, że jestem jak piąte koło u wozu. Wtedy znów ogarnęło mnie to samo przykre uczucie pustki i zwątpienia. Wróciłam do moich leków, zerwałam z nimi kontakt. Zamknęłam się w swoich czterech ścianach. Teraz, po roku zdaję sobie sprawę z tego, że popełniam błąd, próbując wypełnić własne życiem sprawami innych ludzi. Próbuję szukać własnej drogi, ale nie jest mi łatwo.

komentarz:

Maria stała się ofiarą braku pewności siebie. Nie wierzyła we własne możliwości uporania się z zaistniałą sytuacją. Nie potrafiła sama wypełnić pustki po stracie męża i odejściu dzieci, więc szukała akceptacji, starając się być niezastąpiona w nowej rodzinie swojego syna. Maria nie powinna izolować się od syna i rodziny, ale porozmawiać z nimi szczerze: opowiedzieć, co czuła, kiedy wtrącała się w ich życie, o własnej słabości i cierpieniu. Czasem samo wyżalenie się pomaga podnieść się z kryzysu i jest bardzo wzmacniające. Same leki nie wystarczą. Szukanie wsparcia jest wskazane, ale w rozsądniejszych niż dotąd granicach.

Irena, 58

Mam trójkę dzieci. Najmłodsza córka właśnie wyjechała na studia daleko od domu. Dwóch synów jest już kilka lat po ślubie, ale żaden nie mieszka na tyle blisko, by móc mnie często odwiedzać. Kiedy poszłam na rentę, porządnie martwiłam się, co będzie dalej z moim życiem. Razem z mężem uprawiamy działkę i przyjaźnimy się z sąsiadami zza płotu. Na początku były tylko krótkie pogaduszki. Potem zaczęliśmy się wzajemnie zapraszać na kawę i ciasto, latem rozpalaliśmy grila. Mężowie zgadali się o łowieniu ryb i raz po raz jeden drugiego wyciągał nad pobliski staw. Ja z Krystyną zaczęłyśmy wymieniać przepisy kulinarne. Szybko okazało się, że mamy dryg do pieczenia ciast. Kiedyś zagadnęła mnie: „A może byśmy tak piekły ciasta na zamówienie? Byłoby zajęcie, a i grosz przecież się przyda.” W naszym miasteczku praktycznie nie miałyśmy konkurencji, a ludzie zawsze bardziej wolą ciasta domowe niż kupne. Puściłyśmy wiadomość po znajomych i teraz, po roku, mamy wcale sporo zamówień. Razem miło płynie nam czas, jesteśmy dobrze zorganizowane, a co najważniejsze- ludzie nas chwalą. Czuję się ważna i potrzebna, a w dodatku robię to, co lubię. Przy odrobinie fantazji każda kobieta odnajdzie w sobie coś, co umie robić dobrze i z sercem. I właśnie to pozwala zapomnieć o smutku, czy nudzie, które każdego dopadają.

komentarz:

Irena jest wielką optymistką, a to wielki skarb w pokonywaniu syndromu pustego gniazda. Zamiast ubolewać nad stratą, zaczęła działać: zjednała sobie przyjaciół i co najważniejsze- zmotywowała ich, męża i siebie do odnalezienia w sobie pasji. Chęć działania i wiara w siebie oddalają widmo smutku i niepowodzeń. Już sama myśl, że będzie dobrze, wyzwala w nas chęć do pokonywania trudności i cieszenia się życiem. To, w co wierzymy, niepostrzeżenie się spełnia.

Komentarz psychologa:

Zazwyczaj na syndrom pustego gniazda nakłada się kilka życiowych kryzysów; dzieci opuszczają dom rodzinny i nagle okazuje się, że całe życie kręciło się wokół ich spraw. Powstaje pustka. Do tego dochodzi przejście na emeryturę, czy rentę. Zakończenie pracy zawodowej i konieczność przeorganizowania swojego życia, zagospodarowania wolnego czasu jest dla większości nie lada wyzwaniem. Człowiek z natury nie jest optymistycznie nastawiony do przezywania zmian i ponoszenia ich konsekwencji. Zmiana kojarzy nam się z zagrożeniem, utratą, a nie z polepszeniem sytuacji, zwłaszcza w starszym wieku. Boimy się, że nie odnajdziemy sensu życia w nowej rzeczywistości, skazani wyłącznie na siebie. To powoduje wzrost napięcia, stres. Kobiety przeżywają syndrom pustego gniazda silniej niż mężczyźni. Jest to związane z instynktem macierzyńskim: związek emocjonalny matki z dziećmi jest zwykle intensywniejszy niż z ojcem.

Nagle mamy zbyt wiele czasu dla siebie i dla życiowego partnera. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czego sami chcemy i potrzebujemy, ale także- jaką rolę odgrywa w moim życiu mój partner. Czasem zbyt wiele czasu dla siebie oznacza narastanie konfliktów.

Kiedy dziecko dojrzewa, zaczyna żyć bardziej samodzielnie i mieć własne zdanie, rodziców zaczyna opanowywać strach, że nie będą już dłużej potrzebni. Pojawia się nieuchronne poczucie straty, kiedy dzieci ostatecznie opuszczają dom. Rodzice, którzy nie potrafią poradzić sobie z dojmującym uczuciem pustki czasami stają się „toksycznymi rodzicami”: bezustannie wtrącają się w życie swoich dorosłych pociech, manipulują ich uczuciami, rozbijają ich związki. W rzeczywistości robią wszystko, aby dziecko ponownie do nich wróciło. Nie jest to oczywiście działanie z premedytacją. Susan Forward w swojej książce pt. Toksycznie rodzice pisze: „Kiedy dziecko staje się niezależne, rodzice czują się opuszczeni i zdradzeni. Dominacja zwykle maskowana jest pozorną troską. Sprawia, że kontrolujący rodzic posługuje się podstępem. Stwierdzenia typu: „To dla twojego dobra. Robię to tylko dla ciebie. To tylko dlatego, że cię kocham” oznaczają: „Robię to dlatego, ponieważ tak bardzo się boję ciebie utracić, iż jestem skłonny cię unieszczęśliwić”.

Zdarza się, że nowa, trudna sytuacja i napływające negatywne uczucia straty, zagrożenia, niepewności wpływają na psychikę rujnująco: zamiast mechanizmów radzenia sobie z problemem, uruchamia się szereg niepożądanych, destrukcyjnych zachowań. Szukamy ulgi, sprowadzając zagrożenie na samych siebie, ale i innych. Typowe przypadłości związane z syndromem pustego gniazda to: apatia, depresja, zaburzenia emocjonalne, alkoholizm, agresja wobec współmałżonka, czy innych ludzi. Jeśli czujesz, że nie kontrolujesz emocji, warto zgłosić się do psychologa.

Jest to bardzo trudny okres w życiu każdego z nas, dlatego warto mądrze się na niego przygotować. Istnieje wiele sposobów, aby wypełnić swój czas.

pytania i odpowiedzi

1. Co zrobić ze swoim nowym życiem, kiedy dzieci odchodzą z domu?

* znajdź własne hobby. Może będzie to dawno zapomniana pasja, na którą nigdy nie miałaś czasu? Może odkryjesz w sobie ukryty talent?

* Jeśli masz możliwość, zajmij się uprawianiem działki, czy ogródka. Ta inwestycja się opłaci, bo kontakt z przyrodą ma najlepsze właściwości terapeutyczne. Łatwo zapomnisz o problemach i samotności.

* Odśwież kontakty ze starymi znajomymi, dalszą rodzinę, ale także szukaj nowych. Może będzie to sąsiadka, której do tej pory tylko kłaniałaś się z daleka?

* Spraw sobie zwierzaka domowego. Psycholodzy jednogłośnie przyznają, ze bliski codzienny kontakt ze zwierzątkiem futerkowym oddala widmo depresji, polepsza samopoczucie i sprawia, że stajemy się mniej zestresowani i konfliktowi.

* Ruszaj się. Jeśli zdrowie ci na to pozwala, uprawiaj nieforsowne sporty- szybkie marsze, gimnastykę przy otwartym oknie, jazdę na rowerze, itp. Ruch pobudza organizm do wydzielania tzw. hormonów szczęścia- endorfin, dzięki którym łatwiej znosimy trudy codzienności.

* Ćwicz szare komórki. Dobre są wszystkie zajęcia, które ćwiczą pamięć: rozwiązywanie krzyżówek, kursy językowe, może uniwersytet jesieni życia? Jeśli zajmiesz czymś umysł, polepszą się twoje zdolności adaptacyjne, bardziej twórczo podejdziesz do swojej przyszłości. No i zapomnisz o samotności.

* Czytaj książki (możesz zapisać się do biblioteki), albo czasopisma. Wielu z nas odkrywa uroki czytania dopiero po pięćdziesiątce.

* Zdrowo się odżywiaj, przyjmuj preparaty wspomagające witalność. Pamiętaj : w zdrowym ciele zdrowy duch.

* Rób plany co najmniej na tydzień. Planowanie czasu sprawia, że nie przecieka on przez palce, a ty masz do czego dążyć.

Kiedy dzieci odeszły z domu, a ja i mąż przestaliśmy pracować, okazało się, że nie mamy o czym rozmawiać. Do tej pory nasze rozmowy toczyły się wokół dzieci i pracy. Teraz musimy ponownie „nauczyć się” rozmawiać o sobie, inaczej nie wyobrażam sobie życia w takim milczeniu. Jak się do siebie zbliżyć?

Nie zaczynaj rozmowy od trudnych spraw. Raczej od komplementów, od tego, co mi się podoba, za co chcę podziękować. Doceniajcie nawzajem swój wysiłek w pokonywaniu codziennych spraw.

Dziel się tym, czym żyjesz, co czujesz, co sprawia ci radość, co cię niepokoi. Nigdy nie używaj zwrotów: ty powinieneś, zawiodłeś mnie… ale, np. czuję ból w sercu.

Warto upewniać się, czy dobrze rozumiemy partnera np.: przepraszam, czy dobrze cię zrozumiałem, masz na myśli… czy chcesz powiedzieć że…

Mistrzowie dialogu powiadają, że ktoś jest dobry, jeśli na godzinę rozmowy 50 minut słucha, a 10 minut mówi. Pamiętajmy jednak, że kobiety z natury mówią więcej i o konkretach życiowych, mężczyźni zaś mniej i bardziej abstrakcyjnie. W partnerskim związku słuchanie jest ważne z obu stron.

Przywołuj wspomnienia z lat waszej młodości, np. jak pięknie by było, gdybyśmy mogli znów razem tak porozmawiać jak kiedyś: np. w czasach narzeczeńskich…

Trackback from your site.